czwartek, 1 października 2009

Goło wszędzie. Uwaga! Zdjęć nie będzie...

Dopiero co panna zimna i czysta pod tytułem Magdalena Cielecka odkryła uroki swoich linii na łamach "MaleMen'a", a już pojawiła się kolejna gratka dla samczych instynktów wielbicieli niezdobytych jeszcze bastionów młodoaktorskiej urody. W ciągu kilku zaledwie dni „zeszły jak ciepłe bułeczki” (cytat podejrzanie uśmiechniętego sprzedawcy z okolicznego Kolportera) październikowe numery „Playboy’a” z fotopodobiznami zgoła odwrotnie niż Cieleckiej - dozgonnie rozebranej Anny Muchy. Sesje niby inne, ale łączy je wyraźna pogarda dla stylistyki rozbieranek.
Pierwsza z AKTOrek - bez wątpienia mocno naga - zastawia jednak co bardziej pikantne partie swego ciała finezyjnie żonglując zdjęciami-zamiennikami: pupami, pośladkami, biustami, krągłościkami. Tworzy witrażowe mutacje niczym z lemowskich opowieści ciałostwórczych. Ucieka od swawolnego ekshibicjonizmu kreując z premedytacją nie pozbawioną artystycznego wydźwięku antysesję. Bo przecież jej pośladki wyglądają PRAWIE tak samo. A każdy obraz można jeszcze podkręcić w fotoszopie.
Odmienną drogę wybrała Anna Mucha. Sam wybór miejsca publikacji jest już wyraźnym sygnałem, że OFIARA nie odżegnuje się od tego całego sztafażu towarzyszącego publicznym aktom. Wręcz wykorzystuje go, żeby poprzez maksymalne nadęcie tego balonu sensacji wykpić go z kretesem. Mamy tu aż dwie alternatywne sesje! W kolorowej eksponuje aż do przesady futrzane - chciałoby się powiedzieć wręcz myśliwskie - trofea (jakby chciała zapchać usta napalonym od dawna na jej nagie ciało niedowiarkom). Na jej potrzeby zatrudniono nawet specjalistę od stylizacji sutków! Czarno-biała jest stylizowana na gruppenseksowy film porno. W efekcie mamy do czynienia z jawnym wyolbrzymieniem sztuczności, która brutalnie ucina pieprzyk pruderii, nieodłącznego towarzysza magazynów dla mężczyzn.
I na koniec ciekawostka zaczerpnięta z miesięcznika „Charaktery”. Naukowcy rozwiązali kolejną wielką zagadkę dając nam odpowiedź na jedno z nurtujących od samego zarania ludzkości pytań. Teraz wiemy już, że do osiągnięcia pełnej satysfakcji z pożycia wystarcza nam średnio siedem minut. Od spełnienia dzieli nas tylko 420 sekund. Do lamusa odchodzą wreszcie legendy o całonocnych igraszkach, seriach atomowych wzniesień i uniesień. Koniec z nieefektywnymi wysiłkami w łóżku, precz z finezją przedłużającej się nadmiernie gry miłosnej. Tak niewiele czasu trzeba by osiągnąć tak wiele.

środa, 5 sierpnia 2009

Na Woli, jak to na Woli...

Przyczynkiem do tych króciutkich rozmemłań jest moja poranna wyprawa po barszcz czerwony do spożywczaka. Dodam, że wczesna pora w niczym mnie nie usprawiedliwia.

W pobliskim społemie relikwie świętego kurczaka sprzedają. Tanio, bo w promocji. Kurczak świeży, święty, świetny na każdą okazję.

Dwa kroki dalej sklepik tłumnie odwiedzany przez miejscowe chabety. Chwostków i wędzących na pokuszenie wędzideł w nim nie brak.

Zainteresowanych alchemią pieniądza zaprasza Wydział Fizjoterapii ekonomicznej wszechnicy.

Poziomem na pewno nie ustępuję rozsadzanej odgłosami igraszek bachorów położonej w bliskim sąsiedztwie Akademii Uśmiechu.

A komu by do śmiechu nie było, ten odwiedzić może profesorsko-ordynatorską spółdzielnię, gdzie mu mgr MGŁOSIEK manualną terapią zespoły bólowe z ciała wykurzy...


Serdecznie zapraszam na Wolę.

czwartek, 11 czerwca 2009

Zalotna pokojówka w polityce włoskiej

Przełom w polityce! Wśród kandydatów do europarlamentu z włoskiej partii „Lud wolności” pojawiły się młode panie – znane bardziej z prezentacji głębokich dekoltów w telewizji, na estradzie i w kolorowych pismach, niż działalności politycznej. Może to i dobrze, wszak rasowi politycy stanowią dziś - niemal tak mocno jak zawodowi piłkarze - eksploatowaną medialnie opiniotwórczą grupę zawodową. Zresztą włoski premier twierdzi, że lista została dzięki temu jedynie wzbogacona o „młode działaczki partii po studiach, władające kilkoma językami” [zdjęcia poniżej: Barbara Matera, jedna z kandydatek z listy „Ludu Wolności”]. W żadnym razie nie może to przeszkadzać kandydatkom w pełnieniu poselskich obowiązków, wszak niewielu wie czym się oni w ogóle zajmują.

Berlusconi przyznał, że nie chce na swoich listach „osób brzydko pachnących i źle ubranych”. To zdaje się jasno tłumaczy opublikowane niedawno zdjęcia z willi włoskiego premiera z dziewczętami bez biustonoszy i byłym premierem Czech Mirkiem Topolankiem stojącym zupełnie nago obok opalającej się kobiety [zdjęcie poniżej]. A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie była to jego żona.

W charakterze „lokomotyw” na listach pojawiły się również twarze znanych ministrów. Naturalnie nikt z włoskiego rządu do Strasburga się nie wybiera, a chodzi jedynie o reklamę i ściągnięcie głosów. Inne partie również robią co mogą by zdobyć głosy wyborców. Chadecy proponują następcę tronu księcia Emanuele Filiberto, do niedawna najlepszą partię Włoch, a ostatnio zwycięzcę „Tańca z gwiazdami” [zdjęcie poniżej].



W Polsce wybory przebiegały nadzwyczaj spokojnie. No może warto wspomnieć o niefortunnym pobiciu przez nieznanych sprawców aktorki Anny Cugier-Kotki [zdjęcie poniżej], która w ostatniej kampanii wystąpiła w spocie PiS, gdy dwa lata wcześniej zagrała w reklamówce PO. Niejasne są szczegółowe okoliczności zdarzenia, jedna z wersji mówi o tym, że nieznany mężczyzna wykręcił jej rękę i kopnął w pośladki. Aktorka nie wyklucza, że napastnicy mogli być inspirowani politycznie. Według niej „z twarzy wyglądali na wykształconych” (aha! wykształciuchy!).


Tymczasem z daleka od świateł jupiterów odbywały się wybory, które mogą mieć równie ważkie konsekwencje dla znaczącej grupy wyborców - pasażerów kolei. Otóż właśnie zakończyła się 11. edycja ogólnopolskiego konkursu na supertoaletę, a pierwsza z udziałem PKP. Jak dotąd zwycięskiego projektu nie udało się nigdy zrealizować. Barbara Leszczyńska z Grupy PKP przekonuje, że kolej przełamie złą passę, a zwycięski projekt zostanie wykorzystany w czasie remontu dworca centralnego w latach 2010-2012. Szoku nie było. Projekty, w których mozaikowa Syrenka tajemniczo spoziera na pisuary, a Chopin siedzi przy umywalkach nie znalazły uznania wśród jurorów. W toaletach na Centralnym pojawią się ściany z zielono-białego szkła (mają optycznie powiększać ciasne toalety), automaty na kosmetyki i szczoteczki do zębów oraz wytrzymałe na ataki wandali umywalki [zdjęcie poniżej]. Nadal jednak nie rozstrzygnięto, czy w pomieszczeniach rezydować będą tzw. babcie klozetowe. Ale to już jakby inna historia…



poniedziałek, 25 maja 2009

Chory-chorszy-trup

Zwolnienie lekarskie stworzyć nam może nieoczekiwaną, ale jakże szczęśliwą sposobność martyrologicznych wynurzeń. Moja własna rodzona mama wręcz lubuje się w opisach wszystkich swoich schorzeń, czerpiąc a lot of fun z wrażenia jakie robi na słuchaczach. Zdarzało mi się nie raz i dwa być świadkiem swoistej licytacji na ilość i rangę choróbsk. A że prawie wszyscy Polacy to renciści, toteż współzawodnictwo w tej dziedzinie kwitnie.
Kiedy właściwie możemy z czystym sumieniem powiedzieć o sobie, że jesteśmy zdrowi? Amerykańskie badania wskazują, ze halucynacje (słyszenie nieistniejących głosów lub widzenie obrazów) zdarzają się prawie połowie całej populacji - nie tylko podczas zakrapianych wędrówek przez Pustynię Błędowską. Zdrowie może oznaczać co innego dla różnych ludzi; opinia innych ludzi może się różnić od mojej, bo mamy inne ideały i systemy wartości. Co więcej zachowanie uważane za normalne w jednym kraju, może być uznane za dowód choroby w innym kraju; to samo dotyczy różnych epok historycznych.

W średniowieczu w niektórych państwach arabskich występowała choroba zwana miłością. Jej objawy były doprawdy poważne. Chory tracił apetyt, nie mógł spać, przestawał interesować się powszednimi sprawami, miał problemy z koncentracją i chudł. Lekarze stawiali diagnozę, odczytując listę godnych uwagi osób płci przeciwnej zamieszkałej w miejscowości pacjenta i trzymając go przy tym za puls. Gdy na dźwięk kolejnego imienia tętno chorego przyspieszało, przyczyna choroby była znana. Terapią zaś był ślub.
D. Beecher „The lover’s body: the somatogenesis of love in renaissance medical treatises”
Na głębokim południu Stanów Zjednoczonych przed obaleniem niewolnictwa lekarze formułowali i zapisywali w podręcznikach takie diagnozy, jak choroba umysłowa, pod wpływem której niewolnicy uciekali od swoich panów, czy inna, kiedy chory nie poczuwał się do winy nawet po otrzymaniu chłosty.
S. A. Cartwright „Report on the diseases and physical peculiarities of the negro race”
Postęp nauk medycznych również wpływa na definicję choroby.
Na przykład menopauza to zupełnie normalne zjawisko biologiczne i doznaje jej każda kobieta w określonym wieku, lecz mimo to w świecie zachodnim kobiety przechodzące klimakterium poddają się regularnemu leczeniu w postaci tzw. terapii podstawiania hormonów. Niektórzy twierdzą, że jest to pierwszy krok w kierunku zakwalifikowania menopauzy jako schorzenia. Jeśli lekarze są w stanie uśmierzyć przykre „symptomy” menopauzy, to oczywiście powinni to robić, lecz rosnące możliwości usuwania wszelkich dolegliwości prowadzą do przekształcenia zwykłych zmartwień w problem medyczny. Inny przykład: obecnie lekarze rutynowo przepisują tabletki nasenne i środki antydepresyjne ludziom, którzy po utracie bliskiej osoby mają problemy ze snem i doznają nieprzyjemnych stanów emocjonalnych.
R. Persaud „Pozostać przy zdrowych zmysłach”
Stosowany zgodnie z instrukcją UBIK zapewnia nieprzerwany sen bez uczucia ociężałości następnego ranka. Budzisz się świeży gotów stawić czoło wszystkim drobnym i uciążliwym problemom, jakie cię czekają. Nie przekraczać zalecanej dawki.
Philips K. Dick „Ubik”
Wygląda na to, że żałoba zaczyna spełniać kryteria choroby i wkrótce może zostać za nią uznana. Oczywiście w razie mnożenia się „schorzeń” tego rodzaju grozi utrwalenie się poglądu, iż normalne ludzkie życie powinno być wolne od wszelkich przykrych doznań, a w razie ich wystąpienia niezbędna jest pomoc specjalisty. Czy choroba jest po prostu stanem, który uważamy za niepożądany i który można usunąć za pomocą środków medycznych? Dysponując dostateczną wiedzą o biologii człowieka, doktorzy będą umieli zmieniać nasz stan – nawet w pełni NORMALNY - w inny, bardziej pożądany. Na przykład często wolimy być (przejściowo) niepłodni i medycyna zapewnia nam to za pomocą środków antykoncepcyjnych. Jest to stan sztucznie wytwarzany przez lekarza, dla którego ważniejsze jest, że pacjent tego pragnie.
R. Persaud „Pozostać przy zdrowych zmysłach”
Mężczyzna prosi kioskarkę o paczkę prezerwatyw. Ogląda ją dokładnie i pyta, czy są elektronicznie testowane. - Niech pan ich nie bierze - radzi mały chłopiec stojący tuż za nim - one spadywują.
Gall Anonim „Toaleta na dworcu kolejowym w Pułtusku”
No i co?
Widząc bezpłodność dalszego pobytu na planecie [...], ruszyłem w drogę powrotną, czując się innym człowiekiem niż ten, który nie tak dawno temu przecież na niej wylądował.
S. Lem „Dzienniki Gwiazdowe”

poniedziałek, 11 maja 2009

W nowe idziemy...

No i wdepnęliśmy - w erę radykalnej tolerancji. W jameryce, kraju wolnych wyborów, gdzie wszystko jest najbardziej i największe (nawet kryzys finansowy), tuż po wyborze pierwszego w histerii (i od razu najlepszego) czarnego prezydenta, kraj przystąpił do wyborów najpiękniejszej.
Otóż podczas finału, tego emocjonującego pojedynku wizażystów i chirurgii plastycznej, doszło do skandalu! Miss Kalifornii, Carrie Prejean, murowana kandydatka do tytułu, odpowiadając na pytanie znanego homoseksualisty Pereza Hiltona, o to, czy amerykańskie stany powinny zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci - ku zgrozie i zaskoczeniu społeczeństwa - odpowiedziała, że wierzy w małżeństwo będące związkiem kobiety i mężczyzny. A fe, toż to radykalizm - wierzyć i jeszcze się z tym publicznie obnosić! Oczywiście tytuł przypadł innej. Kilka godzin później znany juror na swoim blogu otwarcie przyznał, że pogrążyła ją niepoprawna odpowiedź. Przy okazji nazwał ją głupią suką i napisał, że gdyby mimo wszystko została wybrana, wkroczyłby na scenę i zerwał jej z głowy koronę. Co ciekawe organizatorzy konkursu z rodzinnego stanu kandydatki również potępili jej postawę. - Jestem zasmucony i urażony tym, że Miss Kalifornii uważa, iż prawo do małżeństwa jest zarezerwowane tylko dla mężczyzny i kobiety - powiedział cytowany przez telewizję ABC, Keith Lewis. Poniżej Carrie Prejean - blondynka po prawej.



W Europie prym w promowaniu tak szeroko rozumianej tolerancji wiedzie kraj tulipanów. Taka skandaliczna wypowiedź nigdy tam się nie pojawi, albowiem mądre Holendry uczą swe pociechy już od maleńkości, że tatusia każdy ma, a niektórzy nawet dwa. Na dowód załączam lekką i wpadającą (serio!) w ucho śpiewkę z takiego ichniego teleranka.



Nasza przyszłość jawi się w różowych barwach. A najbardziej kolorowo nakreśla ją chyba mój ulubiony KMN, ze skeczem, który szczerze Wam polecam.

Co to się bedzie działo, gdy do ordynku sztuk wyzwolonych wkroczy jeszcze bardziej nowoczesna medycyna. Bo przecież po niewinnej kolizji (poglądów) mogę kiedyś zbudzić się w szpitalu, spojrzeć w lustro ...a tu czarna baba.

Kochany pacjencie (imię, nazwisko)! Przebywasz obecnie w naszym eksperymentalnym szpitalu stanowym. Zabieg, który uratował Ci życie był poważny - bardzo poważny (niepotrzebne skreślić). Nasi najlepsi chirurdzy, w oparciu o najnowsze osiągnięcia medycyny, dokonali na Tobie jednej - dwu - trzech - czterech - pięciu - sześciu - siedmiu - ośmiu - dziewięciu - dziesięciu operacji (niepotrzebne skreślić). Byli oni zmuszeni dla Twojego dobra, zastąpić pewne części Twojego organizmu narządami wziętymi od innych osób, zgodnie z Ustawą Federalną Izb Kongresu i Senatu (Rozp. Dz. Ust. 1989/0001/89/1). To serdeczne powiadomienie, które obecnie czytasz, ma Ci pomóc w najlepszym zaakomodowaniu się do nowopowstałych warunków życia. Ocaliliśmy je dla Ciebie. Jednakowoż byliśmy zmuszeni usunąć Ci ręce, nogi, grzbiet, czaszkę, kark, brzych, nerki, wątrobę, inne (niepotrzebne skreślić). Możesz być całkowicie spokojny o los Twoich doczesnych szczątków; zaopiekowaliśmy się nimi zgodnie z Twoją religią i wierni jej zaleceniom, dokonaliśmy ich pogrzebania, spalenia, mumifikacji, rozsiania prochów na wietrze, napełnienia urny popiołem, poświęcenia, wysypania do śmieci (niepotrzebne skreślić). Nowa postać, w jakiej będziesz odtąd pędzić szczęśliwe i zdrowe życie, może stanowić dla Ciebie niejakie zaskoczenie, lecz zapewniamy Cię, że jak wszyscy nasi inni drodzy pacjenci, wnet się przyzwyczaisz. Uzupełniliśmy Twój organizm, wykorzystując najlepsze, sprawne, dostateczne, takie organy, jakie mieliśmy do dyspozycji (niepotrzebne skreślić). Gwarantujemy Ci sprawność owych organów na przeciąg roku, sześciu miesięcy, kwartału, trzech tygodni, sześiu dni (niepotrzebne skreslić). Musisz zrozumieć, że...

Stanisław Lem Kongres futurologiczny, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003

Z życzeniami miłego w[ie]czora. Cia[ł]o.

czwartek, 22 stycznia 2009

Na wdechu!

Niespodziewanie (nawet dla mnie) odwiedziłem dzisiaj podwoje warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Tym, których fakt ten zdumiewa, wyjaśniam, że było to związane z odbywającym się tam noworocznym spędem członków szwaj(jaj)carsko-polskiej izby gospodarczej (okazje takie słyną z możliwości skosztowania darmowego szampionu i wykwintnych zakąsek).
Niezależnie jednak od możliwości spożycia, tudzież ujrzenia imponujących sztywnością bujnych damskich fryzur (niech drżą Ci co nadużywają żelu), udało mi się ukradkiem dotrzeć do samego matecznika sztuki. Wśród obiektów, które wzbudziły moje największe zainteresowanie znalazły się m.in. bardzo praktyczne lampy-piersi, należące zapewne do nurtu tzw. sztuki użytkowej (zdjęcie poniżej).
Swą prostotą i wdziękiem zachwyciły mnie też rzeźby ogrodowe. Cieszy mnie fakt odejścia od eklektyzmu swojskich krasnali na rzecz misternie rzezanych postaci. Przykładem niech będzie instalacja „Chłopiec i orzeł”, gdzie wzajemny splot jakby nieobecnych spojrzeń wzmocniony został przez artystę umieszczeniem w oczodołach orła gumowych wężyków sikających wodą wprost na nogi dziecka. By nieco osłabić i tak już patetyczną wymowę symboli, spojrzenie z perspektywy horyzontalnej daje nam efekt iście dionizyjskiej party z napiętym fallusem młodzieńca skierowanym wprost na dziób dumnego ptaka (zdjęcie poniżej – na środku w oddali).
Nie da się pominąć milczeniem również rzeźby będącej odlewem brzucha żony Rolanda Topora. Może ona stać się inspiracją dla niejednej stołecznej jadłodajni.
A na końcu, żeby wyjaśnić o co chodzi z tym mariażem parnasu z czekoladkową republiką, wspomnę tylko mimochodem o wspaniałych planach przeniesienia tej świątyni do nowego siedziska zaprojektowanego przez szwajcarskiego architekta Christiana Kereza (rysunek poniżej).
Nowy obiekt jak przystało na tego typu śmiałe koncepcje najprawdopodobniej wzorowany był na położonej na płask wyżymarce z pralki „Frania”. Szkoda tylko, że ten ultranowoczesny dach, jako element „małej” architektury widoczny będzie jedynie z kosmosu.

niedziela, 11 stycznia 2009

nienajlepszy początek

"[...] życie paradoksalnie prowadzi istoty ludzkie na rozstaje, a słowa oddalają, nawet gdy są próbą połączenia. Ciała są spójnią jedynie w chwili ułudy orgazmu, a nawet kiedy wydają na świat maleńką nową istotę nie staną się jednym, bo owa istotka będzie ciałem trzecim."

Uderzać w mur - rozdzielający i nie pozwalający na porozumienie! Czasem to tylko rozpaczliwa wściekłość wynikająca z niezdolności do kochania - tego, kto zagubił moralne i dojrzałe punkty odniesienia.